Czas jak rzeka…

Tym razem unikam podtekstów społecznych i spróbuję zadziałać inaczej na wyobraźnię czytelników i porównam upływający czas z nurtem rzeki, też płynącym.

Są to moje refleksje, zwłaszcza wtedy, kiedy siedzę na ławeczce nad wodą, kiedyś krystalicznej Białej Łady i bezwiednie obserwuję zachowanie się płynącej wody. To nie są nudy, jakby się mogło wydawać, to jest swoisty relaks i zarazem zaduma nad… sobą. Ja tego doświadczam w Nadrzeczu, kiedy regeneruję starość, choć to wydawać by się mogło syzyfowe i utopijne, ale tak nie jest, bo starzenie wydaje mi się jest tu wolniejsze, jakby czekało jeszcze. A każdy wie na co; na należną zapłatę za dokonane dzieła na tym łez padole, jak to niektórzy moi koledzy mówią, kiedy kontemplują.

Ten temat z tytułu długo we mnie dojrzewał, prawie siedem lat, tj. od czasu nabycia przepięknej działki leśnej z dość długim dostępem do rzeki. Mam nawet wrażenie, że to jest wybrzeże i namiastka słynnych bulwarów La Croisette w Cannes – mieście artystów. Gdy tam byłem, tak przypadły mi do gustu bulwary, że postanowiłem się tą nazwą dowartościować w urokliwym Nadrzeczu. Oczywiście, są to moje fantazje, a może nawet po części konfabulacje, ale dla mnie – mimo to – przyjemne. Oliwy do ognia, używając przenośni, dolał mój sąsiad, który sprezentował mi taką tabliczkę do zamocowania na własnym pomoście rzecznym z tytułowym napisem. To dało mi asumpt do różnych przemyśleń. Wszak rzeka i czas nadają się do różnych skojarzeń. Bo co to jest czas? To ciąg chwil bez początku i końca. Tak ktoś wielki napisał, a rzeka obserwowana z pomostu to również wrażenie czegoś bez początku i końca, co de facto prawdą nie jest, ale stwarza możliwości do wyobrażenia nieskończoności i piękna, podążając myślami za cudownym, mitycznym śpiewem Orfeusza. Tu ten śpiew pochodził od schowanych w trawach i krzakach tajemniczych ptaków, które codziennie, czekając na wschodzące słońce, wykonują zbiorowe koncerty w dowolnym stylu, każdy na swój sposób, co – mimo kakofonii – urzeka.

Tak się dzieje zapewne nad każdą biłgorajską rzeką, a jest ich kilka: dwie Łady, Osa i Próchnica i kilka strumyków i cieków wodnych o zróżnicowanych szybkościach nurtu z najwolniejszą kiedyś Grabarką – Czarną Ładą. Obecnie wszystkie płyną szybciej, bo ich koryta mają mniejsze przekroje na skutek zarastania i regulacji, co z jednej strony zapobiega corocznym wylewom, a z drugiej strony zubaża ich malowniczość.

A jak jest z szybkością czasu? Jest różna, czy jedna? Tu do odpowiedzi potrzebna jest znajomość teorii względności Einsteina, która zakłada zróżnicowanie prędkości czasu w przestrzeni kosmicznej, ale to już wiedza dla pasjonatów czasoprzestrzeni i ruchu, nie dla zwykłych zjadaczy chleba, podobnych do mnie. Wracając do rzek, to tu mamy jeden układ odniesienia i zawsze szybkość nurtu mierzymy względem brzegu. Nie ma więc bezpośredniej analogii między czasem a rzeką, jak sugeruje tytuł felietonu, choć Einstein znalazł podobieństwo w kosmosie. W każdym razie nam tytułowa rozbieżność nie powinna przeszkadzać w życiu, bo nie musimy myśleć zawsze aż tak racjonalnie, zwłaszcza kiedy odpoczywamy nad wodą. Tu powinna bowiem obowiązywać zasada podziwiania i biernego przeżywania tego, co niesie życie doczesne i przyroda, choć pomarzyć też można o niebieskich migdałach. To nie zaszkodzi, kiedy mamy na to ochotę i oddajemy się zaświatom. Należy tylko pamiętać, że wszystko dookoła nas i daleko od nas jest w bezustannym ruchu i to z mistrzowską precyzją, której umysł ludzki nie jest w stanie pojąć do końca. Uważam, że to tylko Stwórca wszechświata mógł to zrobić i to dla mnie jest wystarczającym dowodem na istnienie Boga. Tak wypowiedział się przewrotnie geniusz naszych czasów Hawking, że dowodów na nieistnienie Boga nie ma, będąc sam niewierzącym. I pomyśleć, że tenże geniusz cierpiał przez całe życie na postępujący ogólny paraliż ciała i zanik funkcji. Na końcu życia została mu tylko sprawna głowa z niebotyczną wyobraźnią i przypięty do głowy komputer. To paraliżujący przykład naszej egzystencji i niezbadanych wyroków. O tym można tyko powzdychać nad wodą, kiedy ma się chęć przeżywania, co dla niektórych jest równoznaczne z przemijaniem i z czym nie można dyskutować. To imperatyw najwyższego stopnia, to słynny slogan wielkiego filozofa Heraklita – panta rhei – wszystko płynie i czas, i rzeka. Bez ruchu nie ma życia i o tym należy każdemu przypominać, nawet wtedy, gdy jest beztroski i nad wodą, że ruch ciała jest konieczny dla zdrowia, bo inaczej być nie może, mówiąc dobitniej. Korzystajmy więc u progu lata z uroków przyrody, a także z wiedzy, jaką daje fizyka, bo to powinno być kompatybilne, jakby to powiedzieli współcześni fani informatyki.

Biłgorajczyk, naj-lawok@wp.pl

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.