Cukier, zboże i ziemniaki. Biłgoraj bimbrem stoi

Jak Polska długa i szeroka, tak bimber jest, był i będzie pędzony. Ukradkiem w domowym zaciszu niemal na każdej wsi znajdziemy sprawdzonego „dostawcę”. A z tym trzeba uważać, bo trunek ten źle sporządzony może nawet zabić. 

Uważać trzeba również przy przygotowywaniu bimbru. Przekonali się o tym mieszkańcy jednej z miejscowości z powiatu biłgorajskiego. Wydarzenie miało miejsce w połowie listopada. Bańka po mleku, w której pędzony był trunek, nagle wybuchła. Do szpitala trafiła kobieta z silnymi poparzeniami. Jak to tego doszło? Tu zdania mieszkańców miejscowości są podzielone. Jedni mówią, że to wcale nie o bimber chodziło, a kartofle gotowane dla zwierząt gospodarskich. – Jedni mówią, że bimber pędzili w bańce po mleku. I tak może być. Tylko teraz się mówi, że tam były tylko kartofle. Mieli je dla zwierząt gotować. Ale jak to mogło wybuchnąć? – zastanawia się mieszkaniec wioski, w której doszło do nietypowego zderzenia. 

 To, że bimber pędzi się u nas od setek lat, wie każdy. Ale nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, że jest to zabronione nawet na własny użytek. Można za to trafić za kratki. Wszystko to reguluje ustawa o wyrobie napojów spirytusowych oraz o rejestracji i ochronie oznaczeń geograficznych napojów spirytusowych. „Kto bez wymaganego wpisu do rejestru wyrabia lub rozlewa napoje spirytusowe, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku. Kto dopuszcza się czynu określonego w ust. 1 w stosunku do napojów spirytusowych o znacznej wartości, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.” czytamy w ustawie. W domowych warunkach można produkować wino i piwo jako produkty fermentacji oraz wytwarzać nalewki z legalnego alkoholu, ale destylacja alkoholowa jest już prawnie zabroniona. Jak udało nam się dowiedzieć, w ostatnich latach policja nie złapała „bimbrowników”.

Możliwe jest handlowanie, a nawet posiadanie aparatury do wytwarzania bimbru. Ta sprzedaje się jak świeże bułeczki. Nie jest jednak tania, bo lepszy sprzęt kosztuje nawet około 2 tys. zł. – Raz w miesiącu kupuję sobie pięciolitrową banieczkę bimbru. Jest tani i smaczny. A jak rozgrzewa – mówi Krzysztof, nasz rozmówca. Dodaje, że płaci tylko 10 zł za litr, a „moc” jest większa niż tradycyjnego alkoholu. Dodaje, że mało kto nie korzysta z tego, szczególnie w okresie zimowym. 

Potoczna nazwa bimbru to „księżycówka”. Dlaczego? Otóż pędzony jest najczęściej pod osłoną nocy. Jego produkcja nie jest zbyt droga, dlatego trunek ten jest tak popularny. Zboże, ziemniaki, cukier  – co kto ma „pod ręką”. W zależności od sposobu destylacji, rektyfikacji i sposobu oczyszczania różni się on smakiem i zapachem.

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.