- Reklama -

Co nas czeka?

Nie będę zgadywać przyszłości w ciemno ani wróżyć z fusów w stylu znanego w Polsce jasnowidza Jackowskiego z Człuchowa, ale podywaguję chętnie o przyszłości na podstawie znanych mi przesłanek, a do tego obliguje mnie jeszcze nowe zjawisko socjologiczne i nie tylko, spowodowane pandemią. 

To swoiste spowolnienie tempa życia i kurczący się w związku z tym potencjał gospodarki to inaczej, nowocześnie mówiąc, postępujący i powszechny lockdown. Jak wiemy, jest on administracyjnie sterowany z góry przez władze centralne, ale nie tylko, bo w znacznej części wynika on z postaw oddolnych, czyli nas wszystkich, w jakim stopniu będziemy pasywni pod naporem COVID-19, czy też będziemy podejmować większe ryzyko i będziemy dalej aktywni w życiu i pracy.

Można zapytać, jak długo taką aktywną postawę potrafi kontynuować społeczeństwo, bo wydaje się, że tak można bronić się tylko na określony czas. I tak się dzieje w różnym stopniu we wszystkich państwach na świecie. To ma miejsce również w biłgorajskim, a warto jeszcze podkreślać, że nasz lockdown będzie i jest niezależny od tego, co zrobią nasze władze lokalne. Lockdown działa w dłuższym przedziale czasowym poniekąd imperatywnie, bez względu na opór społeczny, gdyż społeczeństwo może bronić się własnymi siłami tylko doraźnie. Na tzw. dalszą metę społeczeństwo, broniąc się, musi dokonać zmiany swych poczynań, bo to narzuci nowa, nieznana dotychczas rzeczywistość.

Niektórzy znawcy tematu – wybitni profesorowie – twierdzą, że 2019 rok był ostatnim normalnym rokiem dla naszej egzystencji. A jeśli tak, to można zapytać, jaki będzie w najbliższych latach nasz Biłgoraj i cały powiat, co go czeka, jaka będzie jego najbliższa przyszłość. Po takim wstępie można postawić tezę, że wszystko, co nas otacza, będzie się „kurczyć”, że Biłgoraj swoje apogeum rozwojowe ma już za sobą, że jego prosperita, czyli rozkwit, tzw. boom rozwojowy będzie już – niestety – tylko wspomnieniem. To czarny scenariusz, to raczej pesymistyczna wizja przyszłości. Tak teraz sądzę po 11 latach pisania felietonów raczej optymistycznych, a może nawet entuzjastycznych o osiągnięciach miasta i powiatu.

- Reklama -

A teraz spróbuję ostrożnie wypowiedzieć się, co będzie dalej. Na pierwszym miejscu stawiam permanentny spadek mobilnej ludności naszego miasta i powiatu, bo to nie tylko spadek urodzeń (pisałem o tym w poprzednim felietonie), ale to przede wszystkim szybkie starzenie się społeczeństwa i tym samym nastąpi wzrost obciążeń budżetów. To tylko jedna strona problemu, a druga, smutniejsza, to perspektywa kurczących się dochodów do budżetu, gdyż będzie mniej ludzi pracujących i tym samym będzie mniej dochodów z podatków i wszelkich innych opłat. Inaczej mówiąc, nie będzie komu pracować, by utrzymać dotychczasowy poziom dochodów i tym samym poziom egzystencji. Można też przypuszczać, ze zmaleje atrakcyjność wyjazdów za pracą poza granice Polski z uwagi na zarysowane już zjawisko zamykania się bogatych państw przed obcokrajowcami, a zagrożenia pandemiczne jeszcze tę postawę prawdopodobnie wzmocnią. Dla mieszkańców naszego rejonu to będzie istotne, wszak dotychczas wielu z nich pracowało za granicami z bardzo pokaźnym skutkiem, czego dowodem są liczne nowoczesne domy mieszkalne z bogatym wyposażeniem. To dotychczas nakręcało również dobrą koniunkturę dla branży budowlanej i wykończeniowej. Z tego też były większe dochody do budżetu i dalsze korzyści dla społeczeństwa z tytułu realizacji tego większego budżetu. To było poniekąd kołem zamachowym dla całej gospodarki, a to koło w przyszłości będzie coraz wolniejsze, aż się kiedyś zatrzyma…

A przecież ciągle doświadczamy nowych, niepokojących objawów tego wirusa, gdyż jak wiadomo, on się ciągle mutuje i na nowo zagraża i zaraża. Być może, że jedynym ratunkiem będzie szczelne zamknięcie granic, a to spowoduje nieuchronne zerwanie wszelkich nici kooperacyjnych i handlowych. I co wtedy, jak zabraknie w sklepach podstawowych towarów z importu, nawet spożywczych, typu kawa, makarony czy środki higieny i lekarstwa? Powstanie koszmar i katastrofa na miarę tajemniczego armagedonu. Co gorsze, nasze biłgorajskie pola, kiedyś uprawne wokół miasta, zarosły krzakami i nie będzie łatwo ich ponownie przywrócić do rolniczego użytkowania, a ci co będą sprzedawać żywność, zapewne podniosą ceny. Sam Papież Franciszek w swoich przekazach alarmuje w trosce o przyszłość naszego świata, nazywając ten świat jednym wspólnym domem. Papież każe się modlić, ale, tak to pojmuję, w sposób twórczy i rozumny, a to ma „zaskutkować” w skali świata solidarnością w działaniach i sprawiedliwą dystrybucją w podziale wytworzonych dóbr.

Módlmy się tak i my, i oby tylko tak się stało, bo widmo katastrofalnej przyszłości już mamy. To COVID-19.

Biłgorajczyk

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.