Minkiewicz

Brać 100 tyś. zł. i nie oddawać

Brać 100 tyś zł i nie zwracać Uwaga rolnicy!!! Tak można teraz robić i to w zgodzie z prawem. Mało tego, do tego zachęca się Was, wręcz prosi się. O co więc chodzi? Dlaczego nie bierzecie? Przecież ta kwota działa na wyobraźnię i jest dla większości oszałamiająca. Dlaczego aż tak musi reklamować taką gratkę AR i MR, potężna instytucja rządowa zajmująca się restrukturyzacją i modernizacją rolnictwa. W samym Biłgoraju zatrudnia 40 0sób, a takich oddziałów w woj. lubelskim jest 20, z czego wynika, że w naszym województwie ARiMR zatrudnia blisko 1000 osób, łącznie z dyrekcją w Lublinie. Zauważmy też; ta Agencja ma pomagać rolnictwu, a tu, w tym przypadku, chce płacić 100.000,0 zł za odejście z rolnictwa i założenie innej, poza rolniczej działalności gospodarczej. To jednak pozorna rozrzutność i niekonsekwencja, żeby rolnictwo inwestowało w rozwój innych branż. Per saldo ma to w sumie i w ostateczności przynieść korzyści wszystkim. Beneficjentami będą wszyscy Polacy, a więc cała Polska. Tylko dlaczego tak trudno w praktyce to hasło wdrażać? Przecież te 100 tyś to manna z nieba, a wokół głód, jak by to można powiedzieć w nawiązaniu do wydarzeń biblijnych. Więc dlaczego jest bierność?

Otóż wg mnie odpowiedź na takie pytanie stanowi clou problemu. Przypuszczam, że głównym problemem i główną przyczyną braku odwagi u rolników jest obawa, czy znajdą odpowiedni pomysł na nową działalność. A to oznacza, czy rynek ich „zaakceptuje” i czy podołają wymogom stawianym nowym przedsiębiorstwom, czy podołają konkurencji, czy nie popadną w długi bankowe i wszystko przegrają. W tej materii nie zauważam profesjonalnych porad i obiektywnych argumentów, tj. takich lobbujących za rolnikami. Owszem, są instruktażowe szkolenia, ale one mają charakter ogólnikowy i oderwany od rzeczywistości. Tu chodzi bardziej, żeby „złapać „ kandydata niż mu pomóc w wyborze. Takie odnoszę wrażenie. Wydaje się, że tu jest tylko jedna opcja likwidacji małych gospodarstw indywidualnych Nikt nie chce wziąć odpowiedzialności za ewentualne niepowodzenie przejścia na własną działalność, a ryzyko jest tu wyjatkowo duże,. Bo to wymaga również innego myślenia i innych nawyków niż we własnym gospodarstwie. Wiem coś na ten temat. W 1983 r z pracy umysłowej przechodziłem na prywatny wikt i też z premią na dobry początek w kwocie 160 tys. zł. To w przybliżeniu ta sama siła nabywcza, to około 30 średnich pensji miesięcznych. Tylko… Tylko wtedy rynek był wygłodzony i można było wszystko sprzedać, byle tylko był surowiec na dany wyrób. Wtedy tez nikt się nie martwił o zbyt. Problemem było zdobycie surowca, bo wszystkie surowce były reglamentowane i trzeba było „smarować”. Na niskich szczeblach wystarczał dobry, deficytowy alkohol, na wyższych szczeblach były potrzebne duże pieniądze. Szczególnie bolał fakt, że nomenklatura zakładająca nowe firmy, miała pierwszeństwo w nabywaniu surowców. Pozostawały tylko ochłapy, tzn. resztki poza gatunkowe, o które tez trzeba było się bić. Pozostawała jeszcze szara strefa, która dysponowała tzw. nadwyżkami, ale bez pokrycia w ewidencji, czyli na lewo. I wtedy pojawiał się dylemat; co robić, czy ryzykować i narażać się na srogie kary, czy tez ograniczyć produkcję do niezbędnego minimum. Przyznam się , ze chwytałem się wszystkich sposobów, żeby zarobić na zakup nowocześniejszych maszyn, co było konieczne w dłuższej perspektywie, aby podołać zwiększającym wymogom – nie rynku, bo rynek wszystko w tych latach chłonął – ale normom technicznym. A teraz?

Teraz na rynku „króluje” nadpodaż, mało tego – rynek jest „zalewany” tzw chińszczyzną. Również w naszym rejonie dają znać o sobie handlarze z Ukrainy, oferując tanie swoje wyroby. Tu obowiązują ceny dumpingowe, a więc takie, których cena rynkowa jest poniżej kosztów wytworzenia. Przepisy antydumpingowe są martwe. Prawie wszyscy na to narzekają, gdyż produkcja staje się nieopłacalna. Więc działają w oparciu o wygospodarowany wcześniej kapitał zapasowy. Biedni plajtują. Więc co robić? Można szukać szczęścia w usługach i pośrednictwie. To kierunek mało kaptałochłonny, ale wymaga z kolei wykwalifikowanych umiejętności i doświadczenia, z czym młody adept nie zawsze sobie daje radę. Największą szanse mają tu ludzie sprytni, łapiący w mig nowinki handlowe, albo tacy, którzy wynieśli z domu doświadczenie. A co maja robić młodzi bez tych przymiotów? Moim zdaniem tacy powinni zakładać spółki, np. z ograniczoną odpowiedzialnością, o najmniejszym stopniu ryzyka, bez narażania posiadanego kapitału, np. po rodzicach. Mnie osobiście wyszło to na korzyść. Więc zalecam je, mimo że jest ostrzegające powiedzonko „mówiły jaskółki że do d*** są spółki.

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.