AGD

- Reklama -

- Reklama -

Bohaterski powstaniec z powiatu biłgorajskiego

W Biłgoraju jest jego ulica. W Krzeszowie jest jego pomnik. W historii są jego dokonania. Ale i tak mało kto wie, kim był ks. Stanisław Matraś z Biłgoraja. Znacie? No właśnie ... - Minęła 186. rocznica jego narodzin, o czym w Biłgoraju niestety jakoś zapomniano - pisze Piotr Flor, prezes Biłgorajskiego Towarzystwa Regionalnego.

- Reklama -

Co prawda, od niedawna jest on uznawany w obu powyższych miejscowościach za prawdziwego i gorliwego patriotę, z racji swego przyłączenia się do powstania styczniowego i późniejszego zesłania na Syberię. Jednak gdybyśmy zapytali zwykłych mieszkańców owych ośrodków o tę wyjątkową postać, nie tak łatwo dowiedzielibyśmy się o niej cokolwiek.

A już tylko z tego powodu wypadałoby nam przypomnieć zasługi wspomnianego duchownego, zwłaszcza że dokładnie

6 listopada br. minęła 186. rocznica jego narodzin,

o czym w Biłgoraju niestety jakoś zapomniano, niedługo zaś będziemy obchodzić uroczyście także dzień wybuchu naszego największego zrywu narodowego w historii Polski.

Dlatego, pomimo trwałego upamiętnienia w Krzeszowie, gdzie od 18 lat ma piękną tablicę na pomniku, wystawioną na cześć wszystkich lokalnych powstańców, jak i w Biłgoraju, w którym zaledwie od 2014 roku posiada ulicę nazwaną jego imieniem, spróbuję teraz przybliżyć sylwetkę tego zapomnianego, podówczas całkiem młodego, człowieka.

Przede wszystkim robię to dlatego, iż z woli cara za ów udział w tymże powstaniu nie mógł on już nigdy powrócić do swego gniazda rodzinnego. Ba, nawet nie wolno mu było przebywać potem na terenie Królestwa Polskiego. Korzystam przy tej okazji ze znanej od lat maksymy Tytusa Liwiusza: verba docent (łac. słowa uczą), ale: exempla trahunt (łac. przykłady pociągają).

Zacznijmy zatem od tego, iż ojcem Stanisława Matrasia był znany sitarz biłgorajski, tzn. ktoś pochodzący z rodu poważanych rzemieślników, którzy swoimi wyrobami rozsławiali leżące w środku Ordynacji Zamoyskiej miasteczko Biłgoraj (jeszcze w XIX w.), aż na sąsiednie kraje, takie jak: Czechy, Węgry, Mołdawia, Prusy oraz Rosja, nie tylko tę europejską, lecz także azjatycką. Rodzina Matrasiów należała bowiem do grupy bogatych miejscowych klanów, obejmujących kupców, przedsiębiorców i… działaczy społecznych.

Mówi się powszechnie o wyjazdach męskich przedstawicieli tegoż rodu m.in. do Petersburga oraz do Rostowa nad Donem, gdzie pozostawali, podobnie do innych sitarzy po kilka lat czekając tam na przygotowywane w kraju przez ich kobiety materiały do wyrobu sit, które po wyprodukowaniu bez problemu sprzedawali po całej Rosji.

W takich oto okolicznościach przyszedł na świat 6 listopada 1836 roku w Biłgoraju Stanisław Leonard Matraś (akt urodzenia: nr 134/1836), jako syn Wincentego i Justyny ze Szczurkowskich, wywodzącej się z rodziny unickiej. Miał sporo rodzeństwa, tj. kilka sióstr, spośród których znane jest obecnie tylko imię Marii oraz trzech młodszych braci: Szczepana (ur. w 1839), Wincentego (ur. w 1842) i  trzeciego, także o nieznanym nadal imieniu. Po ukończeniu Szkoły Elementarnej Stanisław rozpoczął dalszą naukę w lubelskich szkołach powiatowych, gdzie nabywał wiedzę w latach 1850-1854.

W 1855 roku wstąpił już do miejscowego seminarium duchownego,

w którym pięć lat później (tzn. 17 czerwca 1860), wyświęcono go na kapłana. Został wówczas skierowany, jako wikariusz, do Krzeszowa nad Sanem, należącego od stuleci do wielkiego latyfundium Zamoyskich. Co ciekawe, podczas swoich studiów teologicznych w Lublinie zetknął się z dwoma przyszłymi proboszczami pofranciszkańskiej parafii we wsi Puszcza Solska pod Biłgorajem (stanowiącej dopiero od 1954 roku dzielnicę tego miasta a przy okazji jeszcze siedzibę drugiej chronologicznie wspólnoty parafialnej w wymienionym ośrodku), tzn. z ks. Franciszkiem Ostrowskim (był nim w latach 1866-1868) oraz z ks. Andrzejem Burdzickim (pełnił tę funkcję od 1887 do 1903) i z ks. Ludwikiem Mechem, który z kolei został proboszczem w Biłgoraju w 1870 roku i sprawował tu swój urząd równie długo, co wymieniony wyżej kolega, bo aż do połowy 1886 roku.

Po przybyciu do Krzeszowa ks. Matraś zaangażował się bardzo szybko w działalność patriotyczną. Jedną z jej form było konspiracyjne odbieranie od przyszłych powstańców przysięgi na wierność ojczyźnie oraz duchowe wspomaganie ich w tych niepodległościowych przedsięwzięciach. Jak się potem okazało (dokładnie w lutym 1863 roku, czyli już po wybuchu zrywu narodowego), po zdradzie okolicznych chłopów, Moskale odkryli w jego mieszkaniu również powstańczy skład broni. Podczas rewizji znaleziono wtedy także patriotyczne druki i książki, a nawet zakazaną w zaborze rosyjskim prasę galicyjską.

Księdzu Matrasiowi udało się wówczas szczęśliwie zbiec,

lecz w czasie ucieczki do Galicji, tuż przy granicy z Austrią, pojmali go inni chłopi ze wsi Kulno i wydali w ręce Rosjan. Za swój aktywny udział w ruchu spiskowym oraz przygotowaniach do powstania styczniowego został aresztowany, a następnie osadzony w więzieniu janowskim. Siedział tam przez dwa miesiące w jednej celi z organistą z Huty Krzeszowskiej i ze swoim nauczycielem ze szkoły elementarnej w Biłgoraju (prawdopodobnie). Łącznie przeszło przez nie aż 86 niepoprawnych politycznie więźniów.

- Reklama -

Wyrokiem Audytoriatu Polowego skazano go na pozbawienie wszelkich praw oraz na osiedlenie się na Syberii. Droga do jego miejsca zesłania trwała aż 14 miesięcy. Pobyt na wygnaniu rozpoczął w 1864 roku we wsi Iczory w guberni irkuckiej, po czym otrzymał zgodę na przesiedlenie się do Czeczujska a od 3 lutego 1866 roku przebywał już w Tunce, sławnej osadzie polskich księży, zesłanych do niej zaraz po powstaniu.

Spotkał w niej m.in. o. Dionizego Tronowskiego z klasztoru franciszkańskiego pod Biłgorajem, podobnie jak on zesłanego na Syberię „za sprzyjanie powstańcom”. Wieś ta, leżąca na końcu cywilizowanego świata, blisko granicy z Mongolią, była pierwowzorem późniejszych sowieckich poprawczych obozów pracy, czyli „łagrów”, określanych wspólnym akronimem, jako „Gułag”. Trafiło do niej w sumie 155 osób duchownych, z czego aż 141 było księżmi.

Stanisław Matraś  spędził w okolicach Irkucka łącznie 13 lat, następnie po uzyskaniu zezwolenia władz rosyjskich zamieszkał pomiędzy 1875 a 1876 rokiem w Rostowie nad Donem, skąd go ponownie zabrano za dalszą działalność patriotyczną, m.in. wśród żołnierzy miejscowego garnizonu, złożonego z unitów z Podlasia. Później przebywał jeszcze w Sławianoserbsku.

Po zwolnieniu z wygnania, ze względu na zły stan zdrowia, które stracił, pracując ciężko na Syberii, wyjechał w 1881 roku (za zgodą na opuszczenie Cesarstwa Rosyjskiego), do Galicji, gdzie osiedlił się na zawsze w Załoźcach, w powiecie Brody. Pełnił tam już do końca swego życia obowiązki kapelana przy Zakonie Sióstr Miłosierdzia.

Zmarł we wspomnianym miejscu 11 lutego 1917 roku, tzn. tuż przed włączeniem niniejszego miasta z powrotem do odrodzonej Polski. Został pochowany tam na lokalnym cmentarzu parafialnym. Warto wspomnieć na koniec, że w 1881 roku udało mu się przebywać krótko w rodzinnym Biłgoraju, ale i tu oskarżono go zaraz o namawianie do buntu przeciw carowi miejscowych unitów, faktycznie zmuszanych do wyznawania prawosławia, więc znów musiał uciekać.

Przed śmiercią zdążył jeszcze spisać swe wspomnienia z zesłania

oraz wydać je (pod pseudonimem) w postaci książek, noszących tytuły: „Różne przygody Polaków pod zaborem rosyjskim w 1862 i 1863 r.” (w 1894), „Podróż do Syberii po moskiewskich etapach w 1863 i 1864 roku” (w 1895) oraz „Ze wspomnień Sybiraka” (w 1896 roku).

Na koniec chcę zaprezentować Państwu dwa fragmenty jego obszernej relacji z marszu (etapów) do miejsca wygnania, pochodzące z dzieła pt. „Podróż do Syberii po moskiewskich etapach w 1863 i 1864 roku”: „W Niżnim Nowgorodzie bawiliśmy bardzo krótko, bo zaledwie parę dni. Dnia 16 lipca wyruszyliśmy z niego po etapach do miasta Kazania. Na nasze szczęście trafiliśmy w Niżnim Nowgorodzie na etapach na oficera Polaka, który przyjął nas grzecznie, ulokował w najlepszej kazamacie i przeprowadził do następnego półetapu. Chociaż z Niżniego Nowgorodu kursowały parowe statki po rzekach Kamie i Wołdze i rząd moskiewski mógł odesłać nas na nich tańszym kosztem do miasta Kazania i Permy, mszcząc się na więźniach Polakach, wolał ponieść potrójny koszt i wysłał nas po swych etapach razem ze złodziejami, podpalaczami i rozbójnikami. Podczas naszej kilkutygodniowej podróży, którą odbywaliśmy piechotą do Kazania, nie zdarzyło się nic tak szczególnego, co by zasługiwało na wspomnienie. Wprawdzie doznaliśmy wielu niewygód w całej tej podróży i różnych przykrości ze strony moskiewskich urzędników, etapnych oficerów pijaków, czy żołnierzy, a nawet ze strony złodziei i rozbójników, naszych towarzyszy marszu, ale te nieprzyjemności były chwilowe i kończyły się zwykle na wzajemnym kompromisie„.

[…] „Po przybyciu do Galicyi z samego początku zamieszkałem jako rezydent w Milatynie, w którym jest proboszczem mój kolega szkolny ks. Ludwik Piotr Piskorski eks-dominikanin, a że w Milatynie, jako na cudownem miejscu, jest ogromna praca, bo samych głównych odpustów bywa do roku dwanaście, a pensji i dochodów parafialnych nie ma żadnych, więc wskutek tego po dwóch miesiącach pojechałem na mieszkanie do Załoziec i tu zająłem miejsce kapelana u Sióstr Miłosierdzia, z którego jestem dotychczas kompletnie zadowolony, bo pobieram rocznej pensji gotówką 200 reńskich i mam wygodne mieszkanie oraz opał, światło, usługę, upraną bieliznę, wszystko dają mi Siostry Miłosierdzia z własnych funduszów.

Załoźce to niewielkie miasto żydowskie w archidiecezji lwowskiej, (dziś w obwodzie tarnopolskim Ukrainy, starsze o ponad 60 lat od Biłgoraja i należące po odzyskaniu niepodległości powtórnie do Polski aż do 1945 roku włącznie), niedaleko rosyjskiej granicy, do której od nas liczą jedną milę drogi, a do Poczajowa dwie mile, od kolei cztery mile, tylko do Lwowa trochę za daleko, bo aż mamy mil trzynaście. W Załoźcach jest kościół parafialny, dwie ruskie cerkwie, synagoga żydowska, sąd, apteka i poczta oraz kaplica Sióstr Miłosierdzia; księży jest nas tu sześciu, trzech łacińskich i trzech ruskich, Sióstr Miłosierdzia jest siedem dobrze uposażonych, mają własną wieś, folwark, las i jeszcze kilka domów. Siostry Miłosierdzia utrzymują dwa szpitale, męski i żeński, i dwie szkoły żeńskie o trzech klasach dla dzieci przychodnich i domowych oraz dwadzieścia sierot„.

Piotr Flor

Prezes BTR

Wszelkie prawa zastrzeżone©

 

fot: wikipedia (zdjęcie ilustracyjne)

 

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.