- Reklama -

- Reklama -

Biskup dla Nowej Gazety Biłgorajskiej: Nie wystarczy postawić znicz i odejść

- Ten szczególny i najbardziej wartościowy dar dla zmarłych, to nie ten wieniec, czy znicze kupione w promocji w hipermarkecie, tylko modlitwa. Nie wystarczy coś położyć na grobie i odejść – mówi ks. bp Józef Wróbel, biskup Archidiecezji Lubelskiej.

- Reklama -

Czy Dzień Wszystkich Świętych to jest święto smutne, czy wesołe?

Z punktu widzenia naszej wiary, Dzień Wszystkich Świętych to jest święto raczej wesołe!

Jak to wesołe?

Tak, dlatego, że cieszymy się, że człowiek mógł osiągnąć cel, jaki mu postawił Pan Bóg. Czyli osiągnięcie życia wiecznego we wspólnocie z Panem Bogiem. Smutne może być tylko nasze rozstanie i wspomnienia o najbliższych, kiedy pochylamy się nad ich grobem. Przypominamy sobie wspólne piękne chwile, przypominamy sobie ich obecność w naszym życiu. Wspominamy ich pomoc, a teraz musimy sobie radzić sami, bez ich wsparcia. To zwłaszcza dotyczy dzieci, w stosunku do rodziców.

Ale zostaliśmy wychowani w takim przekonaniu, że to są przecież najsmutniejsze dni w roku. One przypominają o tragicznych zdarzeniach w naszych rodzinach.

Wszystko zależy od tego, z jakiego punktu widzenia ktoś patrzy. Myślę, że zwłaszcza pozytywny obraz Dnia Wszystkich Świętych jawi się w życiu człowieka, który jest w zgodzie z Panem Bogiem. Jeżeli ktoś oddali się od Pana Boga, ma problemy z wiarą, powiedzmy tak ludzkim językiem – wykłóca się z Panem Bogiem i ma jakieś problemy w swoim życiu i myśli, że będzie kiedyś musiał stanąć przed Panem Bogiem i rozliczyć się ze swoich życiowych wyborów, to może to się jawić jako dzień smutny. Ale bardziej ten smutnawy wymiar, jak pan to podkreśla, wynika stąd, że z Dniem Wszystkich Świętych łączymy też Dzień Zaduszny, czyli drugiego listopada. Dzień, kiedy modlimy się za naszych zmarłych, upraszając o miłosierdzie dla nich, w ich drodze do pełni zjednoczenia z Bogiem. Stąd właśnie w naszej tradycji pojawia się ten smutek.

To nie jest trochę tak, że o zmarłych przypominamy sobie dopiero przed 1 listopada i często jest to jedyna w roku wizyta na cmentarzu?

Może tak być, pewnie ma pan rację. Ale z drugiej strony, patrząc na życie naszych wiernych, to wygląda to inaczej. Zwłaszcza jeśli się słucha w kościele intencji, które są zamawiane i które ksiądz czyta. Przecież najczęściej, przecież w 90 proc. to są intencje zamawiane za zmarłych. I tak jest przez cały rok, a nie tylko przed 1 listopada. Może ktoś mieć wrażenie, że my się nagle budzimy przed listopadem, ale w rzeczywistości wierni, którzy żyją w kościele, pamiętają o swoich bliskich cały czas. Proszę posłuchać tych regularnie zamawianych intencji za zmarłych, to pokazuje, że pamiętamy o nich na okrągło.

Bo pamięć o naszych bliskich to nie jest tylko kupienie znicza, czy plastikowych kwiatków. I wizyta na cmentarzu – dla niektórych raz do roku.

- Reklama -

Może rzeczywiście komuś tak się to jawić. Że pamięta tylko o bliskich, żeby kupić na ich grób jakiś wieniec, czy znicz, bo tak robią wszyscy. Postawi na grobie i szybko ucieka. Szczególnie, że ten dzień przypomina nam o przemijaniu. Życie każdego z nas zmierza do takiego momentu, gdzie nad nami się pochylą, odśpiewają requiem i przysypią nas ziemią w grobie.

Cmentarze ożywają. Pokrywają się zniczami, świecami, lampkami. W czasach pogańskich wierzono, że ogień ma chronić przed złymi duchami i upiorami. A dziś?

Są dwa wymiary. Pierwszy jest taki, że człowiek cały czas żyje, to znaczy jest nieśmiertelny. A po drugie tym, kto daje gwarancję tego nieśmiertelnego życia, jest Jezus Chrystus. Ogień to jest nawiązanie do paschału w kościele, gdzie stojący obok ołtarza paschał, zwłaszcza płonący w okresie Wielkanocy czy przy okazji chrztu świętego, jest znakiem obecności żywego Jezusa Chrystusa w naszym życiu. Takie dwa wymiary ma ten ogień na cmentarzach, które schodzą się w jeden ogień.

 Z tym że wiele samorządów wystąpiło z apelami do wiernych o to, by nie przynosić na cmentarze plastikowych kwiatów albo tak wielu zniczy. I co ksiądz biskup na to?

To już wpisało się w jakiś sposób w kulturę życia religijnego, a zwłaszcza w kulturę tego dnia. Nie postawić na grobie czy na pomniku palącego się znicza? Przecież będzie to odczytane przez sąsiadów, znajomych, czy przechodzących obok grobu, jako wyraz braku pamięci. Ale z drugiej strony ma pan rację. To, co się dzieje, jest już troszkę przesadą. Kiedyś były znicze wielokrotnego użycia, które można było zabrać ze sobą. Dziś są generalnie jednorazowe i później to wyrzucamy. A to są tony w wymiarze Polski, to tysiące ton tego plastiku, który się nie rozkłada. Oczywiście są firmy, które próbują to przetwarzać, ale to jest walka z wiatrakami, bo to są kosztowne rzeczy. Wystarczy zapytać proboszczów w każdej parafii, ile oni muszą płacić za wywóz śmieci z cmentarza, zwłaszcza w tym okresie.

To nie zapalić znicza na grobie bliskiej osoby?!

Ja myślę, że można to inaczej rozwiązać i wyrazić. Można wymienić formę tych zniczy, po to, by nie zaśmiecały i nie zanieczyszczały naszego środowiska, a jednocześnie będą wyrażały naszą więź ze zmarłym.

Tylko jak to zrobić?

(…)

Cała rozmowa tylko w papierowym wydaniu „Nowej Gazety Biłgorajskiej).

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.