Minkiewicz

Biłgoraj na przełomie XVIII i XIX w

Życie mieszkańców Biłgoraja

Według XIX-wiecznych relacji "Biłgorajanie odznaczają się piękną budową ciała – mężczyźni dorodni, kobiety urodziwe" – tak pisał W. Świątkowski w "Zarysie monografii powiatów województwa lubelskiego" w 1842 r. Opinię tę stonował anonimowy autor w 1869 r. "Przybyłem do Biłgoraja okrzyczanego z ładnych twarzyczek sitarek. Niektóre są przystojne, ale nic więcej". Kolejny "obserwator" Czuprykowski w czasopiśmie "Wędrowiec" w r. 1883 stwierdził: "Przysłowiowe piękności biłgorajskie i dzisiaj nie należą do rzadkości". Znany etnograf Oskar Kolberg wiele miejsca w swoich pracach poświęcił życiu i obyczajom biłgorajan. "Urodę biłgorajanek podkreślał piękny i oryginalny strój. Ten bogaty strój odznaczał się dużym poczuciem smaku artystycznego i dobrze świadczył o gustach biłgorajskich niewiast, zwłaszcza sznury korali, a nawet pereł ze złotym dukatem lub krzyżem w środku. Ramiona okrywały szalami tureckimi lub wełnianymi chustami. W lecie kobiety nosiły białe spódnice, koszule z wywiniętym kołnierzem oraz tabaczkowy lub czarny kaftanik. Mężczyźni nosili się skromnie. Surdut czyli kapota granatowa opasana żółtym pasem. Jasne kamizelki i kolorowa chusteczka pod szyję". "Pożywienie sitarzy było różne, od jałowego barszczu i niekraszonych kartofli u biedoty, do potraw mięsnych oraz kapuśniak, zsiadłe mleko z kartoflami, kulasza – zupa z mąki, kluski, groch, pierogi z serem, placki z kapustą, kasza gryczana. Na stołach sitarzy pojawiały się: herbata, kawa, arak (alkoholowy napój z ryżu), a nawet kawior. Najczęściej pito wódkę przedkładając ją nad piwo" – tyle z Kolberga.

 

Ochrona zdrowia

Pierwszym lekarzem w dziejach Biłgoraja był dr Jan Piramowicz. Jego grobowiec znajduje się w centralnym miejscu cmentarza przy ul. Lubelskiej. Według opinii Piramowicza utrudnienie leczenia sprawiały oddalone od Biłgoraja punkty apteczne (Tarnogród, Janów, Szczebrzeszyn). Dopiero w 1859 r. staraniem magistratu sprowadzono dyplomowanego farmaceutę z Warszawy Juliana Jasińskiego. Zmniejszono w ten sposób powszechne "leczenie" w cyrulików i fuszerów. Warto przypomnieć, że dr Piramowicz rozpoczął w 1864 r. leczenie metodą homeopatii, sprowadzając ze Lwowa swoją apteczkę zielarską. Skargi aptekarza Jasińskiego do urzędu lekarskiego guberni lubelskiej spowodowały zakaz sprzedaży lekarstw z własnej apteki dr. Piramowicza. Został on w 1875 r. lekarzem powiatowym i pracował z powodzeniem przez długie lata. Ciekawostką jest fakt, że w początkach XIX w. powstało w Biłgoraju schronisko dla starych i niedołężnych, pozbawionych opieki mieszkańców Biłgoraja. W drewnianym budyneczku przy plebanii utrzymywanym przez dozór kościelny z funduszy parafialnych powstał szumnie zwany szpital, składający się z jednej izby i sieni na siedem łóżek. Towarzystwo dobroczynne oraz magistrat przy poparciu naczelnika powiatu rozpoczął starania o budowę szpitala na 15 łóżek. 30 lat(!) trwała zbiórka pieniędzy na budowę, której fundusz wyniósł 7 tys. rubli.

Dopiero w 1911 r. bogaty mieszczanin biłgorajski Stanisław Matraś wykupił budynki po koszarach kozaków dońskich i wspaniałomyślnie ofiarował miastu z przeznaczeniem na szpital.

 

Wątek kryminalny

W Biłgoraju w 1803 r. było 2944 mieszkańców, w 1850 r. – 5435 mieszkańców, a w 1913 r. było już 11 173. Biłgoraj zajmował czwartą lokatę za Lublinem (76 875), Chełmem (23 314), Zamościem i Hrubieszowem (ponad 15 tys. mieszkańców). Dochody miejskie dzieliły się na zwykłe (czynsze za place, budynki, opłaty dzierżawne z kramów, straganów itp.) i nadzwyczajne (czynsze od przedsiębiorstw i rzemieślników oraz podatki od targów i jarmarków oraz rzeźni itp.).

Obok burmistrza, który czasami pełnił rolę kasjera, gospodarkę finansową realizował ławnik – kasjer. Urzędnicy, odchodząc, pozostawiali w kasie niedobory, np. Kazimierz Kowalski był winien miastu 991 zł (1810 r.), Maciej Wójcik – 87 zł (1818 r.), wówczas burmistrz miasta Starzyński nakazał kasjerowi Michałowi Szubiakowi otworzyć skrzynię, w której przechowywano fundusze miejskie. W obecności dozorcy miast województwa lubelskiego pana Brandysa stwierdzono dokonywanie włamań do kasy miejskiej. Włamywaczem schwytanym na gorącym uczynku przez kancelistę Kłapińskiego okazał się(!) miejscowy policjant Oleszko Wasąg. Przyznał się do trzykrotnego otwierania kasy kluczem podrobionym przez ucznia ślusarskiego Józefa Terleckiego. Był rok 1848, a rewizja wykazała brak 114 rubli i 79 kopiejek.

Sprawcy włamania ponieśli surowe kary. Młodociany uczeń Terlecki został zesłany na 4 lata poprawczych rot aresztanckich, a Wasąg otrzymał karę chłosty (60 razów) oraz 2 lata poprawczych rot aresztanckich. Kłapiński, który wykrył przestępstwo, został kasjerem biłgorajskim. Niestety, wkrótce sprzeniewierzył pieniądze miejskie i do 1870 r. przebywał w więzieniu. Jak z tego wynika, kary były srogie i stanowiły przestrogę dla potencjalnych przestępców.

 

 

Kazimierz Szubiak

 

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.