7°C słabe opady deszczu

Nie drażnij...

Felietony, drażnij - zdjęcie, fotografia

Będzie poważnie, o polityce, ale ze wstępem trochę katechetycznym. Więc apeluję już na początku, nie drażnijmy ani najbliższych nam osób, ani sąsiadów, ani siebie – jeśli można to zrobić – ani zwierząt, o ile jesteśmy współczesnymi ludźmi.

Jest teraz taka moda, aby zwierzakom okazywać dobre wychowanie, a także dobre serce, może nawet przesadne, obserwując ich traktowanie przez ludzi samotnych czy bezdzietnych. Moim zdaniem, niektórzy mają na tym punkcie "przegięcia". Oni nie tylko nie drażnią zwierząt, ale jeszcze traktują – najczęściej czworonogi – bardziej czule niż niejedni rodzice swoje dzieci. To zjawisko jakby narastało, a samo drażnienie teraz ukierunkowało się na homo sapiens. Drażnimy się... Uważam, że drażnienie to plaga naszych czasów, to rozpowszechniona na gigantyczną skalę moda na robienie innym przykrości i to najczęściej z wyrachowaniem na osiągniecie konkretnych celów. Najpierw przykład z dorosłego życia; małżonkowie też często popadają w nawyk drażnienia siebie, jakby zapomnieli, że wcześniej była wzajemna życzliwość i zrozumienie. Tak kroczą często małżonkowie do separacji i rozwodu. Piszę tak, bo miałem coś z tym wspólnego. Drażnią nas zachowania innych, nawet ich ubiory. Staliśmy się wszyscy niesamowicie uczuleni na drażnienie. Niby każdy rozumie, że takie drażnienie szkodzi, a jednak nie może przed nim się uchronić. A może jest w takim drażnieniu również coś dobrego? Zastanówmy się, czy gdyby wszyscy byli obojętni względem siebie, tzn. nie reagowali na siebie, to byłoby lepiej? Moim zdaniem, byłaby wtedy totalna obojętność. Nie mylić z totalną opozycją. Ważna jest tu przede wszystkim intencja. Czy zależy nam tylko na zwróceniu na siebie lub na coś uwagi czy na zrobieniu drugiej osobie przykrości. To ważne rozróżnienie. Tak samo jak różnica między kwestionowaną eutanazją a skróceniem cierpienia, kiedy wszystkie możliwości zatrzymania choroby zawiodły. Zdaniem nieżyjącego już ks. J. Kaczkowskiego, który zmagał się ze śmiertelnym glejakiem mózgu przez 40 miesięcy, są sytuacje, w których odstawienie leków jest uzasadnione i nie ma to nic wspólnego z eutanazją. To wielki problem naszych czasów, czy rozpowszechnić eutanazję.

Ambiwalentne zastrzeżenia budzą we mnie polskie zamiary wystąpienia do Niemiec o reparacje wojenne. To wygląda na drażnienie, czyli narażenie dobrej współpracy z Niemcami na poważne obstrukcje. Pamiętajmy, że wywołana kwota reparacji 5 bln zł jest astronomiczna i z minimalnymi szansami na spłatę. Według mnie, ma to wyraźny charakter podrażnienia sąsiada, żeby sprawa nabrała rozgłosu. Takie wystąpienia powinny być poprzedzone długimi dyskusjami w gronie historyków i prawników, i to z obu stron, a może nawet z udziałem tzw. wielkich mocarstw, które podzieliły się przysłowiowymi łupami wojennymi między sobą jako zwycięzcy. Nie tędy droga do wzajemnej współpracy i pokojowego sąsiedztwa z Niemcami. Przypomnę, małą cząstkę odszkodowania za krzywdy wojenne otrzymali również nasi mieszkańcy Biłgorajszczyzny wysiedleni do obozów koncentracyjnych i obozów pracy. W naszym powiecie ponoć ok. 800 takich osób(?), w tym ja, otrzymuje tzw. rentę majdankowską. Będąc na Śląsku i działając w Towarzystwie Polsko-Niemieckim, miałem okazję uczestniczyć w dyskusjach z Niemcami i Ślązakami o wielkości pomocy (a nie reparacji – żeby była jasność) otrzymanej od Niemiec. W tym czasie strona polska doliczała się 7 mld marek, a strona niemiecka – 18 mld marek. Różnica była ogromna, ale Niemcy w swej kwocie uwzględniali nie tylko pomoc finansową, ale również darowane pożyczki z odsetkami. Temat reparacji wojennych wtedy nie istniał. Pojawił się i to nagle tylko w Polsce.

Moim zdaniem, obecne wystąpienie Polski o tak astronomiczną kwotę, równą w przybliżeniu produktowi krajowemu brutto z trzech bieżących lat, będzie uznane za akt wrogi i nieprzyjazny z nikłymi szansami na powodzenie. Tym Polska tylko pogorszy sobie stosunki z Niemcami i całą Unią. Podobne mam skojarzenia w związku z zapowiedzią Polski, że na nowym paszporcie znajdą się wizerunki Cmentarza Orląt Lwowskich i Ostrej Bramy w Wilnie. Uważam, że to również przejaw celowego drażnienia naszych sąsiadów: Ukrainy i Litwy. Chciałbym, aby mój głos w tej sprawie był traktowany jako sprzeciw takim dążeniom obecnych władz polskich. Polska powinna nie tylko nie drażnić sąsiadów, ale z nimi umiejętnie współpracować i negocjować. Nie działajmy naszym sąsiadom na nerwy, nie nękajmy ich naszymi roszczeniami, a szukajmy wokół przyjaciół, których dzisiaj nie widać.

Biłgorajczyk, naj-lawok@wp.pl

Nie drażnij... komentarze opinie

  • gość 2017-08-20 12:12:57

    Nie za ciasna ta śmieszna czapka?Widać że chętnie byś pan niemca i ukra po kasku chętnie poklepał.Tak pokrótce obie wojny światowe,powstanie komunizmu w Rosji,wprowadzenie terminu o obozach koncentracyjnych na terenie Polski,sprowadzanie "uchodźców" do Europy,próby zastraszania i wprowadzanie restrykcji dla krajów które sie nie godzą na lokacje owych "uchodźców",szantażowanie wysokim karami pieniężnymi za nie przyjmowanie obcych kulturowo osób z krajów gdzie nie ma wojny,ingerowanie w interesy wewnętrzne Polski.Zawsze to niemcy siały zamęt na terenie Europy Za to teraz chcesz pan uprawiać politykę wypiętego tyłka? Z ukraińcami też nie lepiej ciągle jakieś incydenty z propagowaniem UPA ,roszczenia do wschodnich ziem Polski,zastępowanie polskich pracowników ukraińskimi,roszczenia ukraińców dotyczące wprowadzenia ich jezyka jak drugiego urzędowego w Polsce. Wiesz pan co idz pan z tą polityką podległości pogadać ze swoimi kolegami a nie zatruwasz pan innych.

  • gość 2017-08-20 18:01:19

    Ten epich mu śleci z łeba. Może go mo po braciku kery kojfnął ? albo po jakim bajtlu z Sosnowca / z Andrajchu/.

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na gazetabilgoraj.pl