5°C bezchmurnie

"Jestem strażnikiem pamięci mojej rodziny"

Franciszek Pacyk urodził się i wychował w Lipowcu (gm. Tereszpol). Mimo że los zaprowadził go do Częstochowy, gdzie spędził większość swojego życia, co roku powraca w rodzinne strony. Jak mówi o sobie, jest strażnikiem pamięci swojej rodziny.

Skansen Franciszka Pacyka znajduje się w centrum miejscowości, nieopodal kaplicy. Jest on chętnie odwiedzany przez turystów i uczniów szkół nawet spoza powiatu biłgorajskiego. Pan Franciszek przyjmuje gości z wielką radością. Odwiedzić go może każdy, a wizyta ta z pewnością pozostanie w pamięci na długie lata. 

Franciszek Pacyk urodził się 2 grudnia 1934 roku w Lipowcu. Ukończył 4 klasy szkoły podstawowej w rodzinnej miejscowości. Następnie jego rodzice zostali wywiezieni na przymusowe roboty do Niemiec. Po ich powrocie chodził do szkoły w Tereszpolu. Ukończył tam trzy klasy. Uczęszczał do Liceum Ogólnokształcącego w Biłgoraju, obecnie I LO im. ONZ. Na uczelni w Gdańsku wybrał kierunek pedagogiczny. Z zawodu jest nauczycielem. Mieszka w Częstochowie. Tam przepracował 43 lata jako nauczyciel.

Po przejściu na emeryturę zajął się renowacją domu rodzinnego. – Dom zbudowali dziadkowie. Całe obejście ma wartość historyczną. Zabudowa pochodzi z początków XX wieku. Dom, piwnica, stodoła zostały wybudowane w 1905 roku. W 1937 powstał budynek gospodarczy dla zwierząt. Budowali go miejscowi murarze z miejscowego materiału. Gdy rodzice wrócili z Niemiec, wybudowali studnię, zmodernizowali dom usunęli z dachu słomę i pokryli eternitem – opowiada Franciszek Pacyk.

Mężczyzna podkreśla, że na życie jego i jego rodziny niezwykle wpłynęło to, co wydarzyło się w miejscowości Sochy, oddalonej od Lipowca o kilkanaście kilometrów. – Na życie moje i mojej rodziny wpłynęło to, co stało się w Sochach. 1 czerwca 1943 roku nastąpiła zagłada całej wioski  – mówi. Franciszek Pacyk ze wzruszeniem wspomina spotkanie po latach z mieszkańcami wioski. Jeden z nich uratował się z rzezi w 1943 roku. – Z moją rodziną podróżowałem rowerami po Roztoczu. W Sochach spotkał nas deszcz. Schroniliśmy się u pewnego pana, który opowiadał, jak udało mu się uratować – mówi.

Oto opowieść mieszkańca Sochów przytoczona przez pana Franciszka. "Domy całej miejscowości były kryte słomą. Niemcy w odwecie pewnego poniedziałku najechali na wieś i wypędzali ludzi. Wybiegłem za stodołę. Niemiec w hełmie gestykuluje, żebym się położył. Zrobiłem tak. Wieś zaczęła płonąć. Ze strachu leżałem cały dzień. Ogień się zbliżał. O godz. 16 przyjechały samochody z Mokrego. Wszyscy Niemcy odjechali. Wówczas się podniosłem. Cała wieś spłonęła".

Opowieść ta była dla Franciszka Pacyka niezwykle ważna, ponieważ jako młody chłopiec wiedział, co wydarzyło się w Sochach. Miesiąc później wioska, w której mieszkał, została otoczona. Nie palono budynków, nie strzelano do ludzi. – Pozwolono wszystkim zaprzęgnąć konie. Kazano zabrać kosztowności. To miało cel uspokajający. Ludzi zebrali się na placu przed szkołą i po południu pojechaliśmy na plac do Panasówki. Ja miałem 9 lat. Niemiec kazał mi siadać na wóz i jechać do Lipowca. Taki nakaz mieli też inni chłopcy. Jeden z mieszkańców kazał ponownie siadać na wóz i jechać do Panasówki. Ja ze strachu pobiegłem na podwórko i skryłem się – wspomina.

Rodziców pana Franciszka Niemcy wywieźli do obozu, najpierw do Zwierzyńca, później Zamościa. Tam zaczęło się badanie. Mama była blondynką. Niemcy proponowali jej podpisanie dokumentów, dzięki którym dostanie w Niemczech gospodarstwo. Rodzice nie zgadzali się. Ostatecznie trafili do Niemiec zachodnich, pod granicę z Holandią, do dużego majątku z gorzelnią, młynem i cukrownią. Osoby z Lipowca wywiezione do Austrii wróciły do rodzinnej miejscowości w 1945 roku. Rodzice pana Franciszka trafili do koszar niemieckich. Pod koniec sierpnia 1946 roku wrócili. – Bieda była bardzo powszechna – mówi. 

 Po śmierci rodziców pan Franciszek odwiedzał Lipowiec z żoną, dziećmi, a następnie wnukami. – Teraz wszyscy rozjechali się po świecie. Ja jestem strażnikiem pamięci mojej rodziny. Opiekuję się cmentarzem oraz domem. Z wielką atencją i sentymentem odwiedzam rodzinne strony – mówi. W Lipowcu przebywa od maja do września. Pozostałe miesiące spędza w Częstochowie. Na ścianie przy wejściu do domu można zobaczyć tablicę pamiątkową poświęconą jego rodzinie, dziadkom, rodzicom i rodzeństwu. Powstała ona na stulecie domu.

Jego dom oraz wszystkie budynki znajdujące się na podwórku przepełnia historia. Pan Franciszek posiada też wiele pamiątek, które otrzymał po rodzinie czy od przyjaciół. Jak zaznacza, dba o wiele szczegółów. Wiele przedmiotów kupuje np. na targu staroci. Dba o każdy szczegół. Posiada wiele rysunków, zdjęć. W jego zbiorach jest m.in. obraz przedstawiający "dziesiątki" na polach podczas żniw. Taki widok to już przeszłość. Obraz ten przypomina dawne, a jednak nie tak bardzo odległe czasy. Dodatkowo pan Franciszek zajmuje się korzenioplastyką i zbieraniem ceramiki okazjonalnej. Niejeden korzeń został ocalony przed spaleniem i powstało z niego prawdziwe dzieło sztuki. Nie ma dla niego rzeczy, które mogą się zmarnować.

Jego podwórko otaczają cztery kapliczki. Rzeźby stworzył artysta Krzysztof Śliwka z Rymanowa. O oprawę zadbał pan Franciszek. Wykonane są one z wielkim pietyzmem, dokładnością, dbałością o każdy szczegół.

 Jego posiadłość to miniskansen, który chętnie jest odwiedzany przez wycieczki szkolne czy turystów. Każde takie spotkanie i nowi goście są dla pana Franciszka radością. Bardzo chętnie przekazuje młodemu pokoleniu wiedzę o dawnych czasach. Robi to w sposób niezwykle ciekawy i fascynujący. Dla starszych wizyta w jego skansenie to podróż w czasy ich dzieciństwa i młodości. Prowadzi księgę pamiątkową, gdzie gromadzi zdjęcia upamiętniające wizyty gości. Jego bratanica, "artystyczna dusza", zrobiła dla niego album pamiątkowy ze zdjęciami ze skansenu.

Franciszek Pacyk uczył w Zespole Szkół im. Cypriana Kamila Norwida, jednego z największych naszych poetów, który jest pochowany w zbiorowym grobie. Ostatnie lata życia spędził w przytułku dla ubogich. Niezwykle ważne dla pana Franciszka są słowa poety: "Praca może stać się życia pacierzem i kluczem do nieba".

Jako młodzieniec uczęszczał do obecnego I LO im. ONZ w Biłgoraju. Na tegoroczny jubileusz szkoły przekazał wiele pamiątek. Między innymi były to czapka maturzysty, skrupulatnie prowadzone zeszyty, książka otrzymana w nagrodę od pierwszego dyrektora Wawrzyńca Dyrki.

Skansen Franciszka Pacyka podzielony jest na cztery działy: produkcja roślinna, produkcja chleba, przechowywanie zbóż i wyposażenie izby chłopskiej. – Są to przedmioty, których dziadkowie dotykali, używali do produkcji chleba. Z tego żyli. Dziwi mnie, że taką małą ilością narzędzi można uprawiać ziemię i z tego wyżyć. Chcę to przekazać młodemu pokoleniu. Niech wie, ile ludzi musiało pracować, aby powstał chleb – mówi. Dodaje, że zgromadzone przez niego przedmioty mają wartość dydaktyczną, historyczną, poznawczą. – Młodzież nie wie, jak dany przedmiot się nazywa. Pojawiają się w ich języku wyrazy zapożyczone z obcych języków. Wszystko to wpływa na nasze słownictwo, historię i etymologię – podkreśla.

 Wśród eksponatów ma m.in. narzędzia służące do pracy na roli, ale również wykorzystywane w gospodarstwie domowym. Zbiór jest pokaźny i zachowany w bardzo dobrym stanie.

Wizyta w skansenie Franciszka Pacyka to nie tylko lekcja historii, ale również przyjemność z obcowania z niezwykle miłym człowiekiem z wielkim sercem i ogromną  wiedzą.

"Jestem strażnikiem pamięci mojej rodziny" komentarze opinie

  • gość 2017-11-11 17:29:06

    Pan Franciszek ma ogromną wiedzę, uwielbia opowiadać i robi to z ogromną przyjemnością dlatego warto go odwiedzić. Nikt nie będzie się nudzić.

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na gazetabilgoraj.pl