Moja przygoda z teatrem

Scena teatralna to dialog. Scena polityczna to awantura. Rozmawiajmy, a nie krzyczmy!

 „Każdy stąd, kto poszedł w świat, odniósł tam sukces, zdobył wiedzę i autorytet, powinien po latach oddać się w służbę swojej małej ojczyzny. Miejmy poczucie tej obywatelskiej powinności” – Stefan Szmidt.

Będąc uczniem Liceum Ogólnokształcącego w latach 1954-1959 występowałem w zespole tanecznym i w chórze prowadzonym przez animatorkę ruchu kulturalnego w naszym mieście panią prof. Anielę Dudekową. Byliśmy wówczas ozdobą nudnych akademii „ku czci”, współtworząc część artystyczną. Pod koniec mojej edukacji wystąpiłem (po długich próbach) w „Warszawiance” S. Wyspiańskiego, reżyserii A. Dudekowej. Grałem rolę młodego oficera, a moją sceniczną sympatią była Anna, grana z powodzeniem przez Basię Pojaskównę z młodszej klasy. Rolę Chłopickiego grał wówczas wspaniale Andrzej Bentkowski. W rolę Marii wcieliła się Halina Skrokówna, powielając wspaniałą kreację przedwojennej aktorki Zofii Modrzejewskiej. Rolę Starego Wiarusa zagrał niedawno zmarły Andrzej Mroczek.

Moje teatralne występy porównałbym do dialogu z królem Herodem, w którym występowałem w dzieciństwie. Po prostu „wyklepałem” swój tekst. Wręcz profesjonalnie grali po roku moi młodsi koledzy, spośród których wybijającym się aktorem był uczeń naszego biłgorajskiego LO Stefan Szmidt. Jego rola w składance klasyków opracowana przez niezmordowaną A. Dudekową była przez dłuższy czas oklaskiwana na scenie Powiatowego Domu Kultury. Towarzyszyli mu: Barbara Nieściór z Tarnogrodu (także późniejsza aktorka). W sztukach teatralnych sekundowali im dzielnie Stefan Oleszczak były burmistrz Biłgoraja i Krzysiek Kosmala, nieżyjący już farmaceuta.

Po kilku latach mojej nieobecności w Biłgoraju (4 lata studiów) byłem tu znowu, tym razem jako nauczyciel wychowania fizycznego w LO. Brat Edmund, ówczesny dyrektor Powiatowego Domu Kultury, przewodził ożywionemu ruchowi kulturalnemu w naszym mieście. Twórcą teatru amatorskiego znanego w całym województwie lubelskim była pani Halina Prochowska, reżyser kilkunastu sztuk. Zaczynałem swoje występy od sztuki teatralnej „Niemcy” L. Kruczkowskiego, następna była „Śmierć Porucznika” S. Mrożka, potem „Panna Maliczewska” G. Zapolskiej i wreszcie „Wieczór Trzech Króli” W. Shakespear`a. Teatr był naszym drugim domem. Pamiętam nazwiska aktorów: Zofia Komar, Kazimiera Kess, Alicja i Janusz Bentkowscy, Henryk Molas, Stanisław Grodzki, Wiesław Kupiec, Marian Róg, Czesław Adamek, Bolesław Palikot, Henryk Mielniczuk, Janusz Koziara, Marian Jagusiewicz i wielu, wielu innych, którzy przyczynili się do rozgłosu naszego miasta w dziedzinie kultury woj. lubelskiego.

Ze Stefanem Szmidtem spotkałem się w Warszawie (lata 70.) jako opiekun młodzieży LO na zimowisku harcerskim. Poprosiłem Stefana, a on nie odmówił i wystąpił ze swoim monodramatem „Nie ma ratunku”, o generale Sosnkowskim polskim agencie przedwojennej „dwójki”. Ujęty przez Niemców w 1938 roku snuje wspomnienia i przewiduje nieuniknioną wojnę. Stefan zagrał brawurowo, a nasza ponad stuosobowa ekipa sprawiła mu zasłużone owacje. Ta trójka rodzinna, Stefan, Alicja i córka Dominika, założyła po latach Fundację „Kresy 2000” ze słynnym Domem Służebnym Polskiej Sztuce Słowa, Muzyki i Obrazu. Nasz znany rodak, polityk Henryk Wujec napisał: „Stefan Szmidt to prawdziwy mistrz w dziedzinie animowania kultury i twórczej przedsiębiorczości”. Miałem honor, zaszczyt, przyjemność i szczęście współpracować z nim od jesieni 2000 roku w widowisku plenerowym opartym na powieści Reymonta „Chłopi”, wg pomysłu i inscenizacji Stefana Szmidta, „Z Reymontem w Nadrzeczu”. Wśród współpracowników była też nieżyjąca już działaczka kultury Urzędu Gminy Irena Potocka. Była również wystawa świetnego malarza Jerzego Dudy-Gracza „Ars Agua”, czyli „Nadrzecze wodą malowane”. Takie przeżycia duchowe pamięta się całe życie.

Rok 2000 z racji 75. rocznicy śmierci noblisty W. Reymonta został ogłoszony „Rokiem Reymontowskim”. Nadrzecze zamieniło się na kilka godzin w wieś Lipce. Aktorzy współgrali z liczną widownią. To były niesamowite przeżycia artystyczne.

 

Wpisy do księgi pamiątkowej

Znakomity malarz profesor Jerzy Duda-Gracz, wystawiając swoje akwarele powiedział: „To, co się w Nadrzeczu dzieje, nie jest z ducha hamburgera, ale z ducha tego narodu”.

Światowej klasy tenor, artysta opery, malarz Wiesław Ochman napisał w 1998 roku: „Kochani! Serdecznie gratuluję – to piękne miejsce! Było dla mnie wielkim przeżyciem koncertować dla cudownej publiczności”.

Niedawno zmarły, występujący także na scenie w Domu Służebnym, wspaniały aktor Zbigniew Zapasiewicz zachwyca się: „To, co robicie na tę skalę, jest rzeczą unikalną,… Ta przestrzeń, te domy – czuje się tu ducha tego miejsca”.

Aktor teatru narodowego w Kijowie, minister kultury i sztuki Ukrainy (1999 rok) Bohdan Stupka po swoim występie teatralnym wraz z synem napisał: „Co to znaczy talent i rozum! Życie krótkie – sztuka wieczna! Alicjo i Stefanie, to, coście zrobili, nie można piórem opisać” – Z głębokim uznaniem B. Stupka.

„Niech to piękne miejsce służy człowiekowi, by dobro i piękno zwyciężyło nas. Szczęść Boże” – o. mjr Jan Golonka – kurator sztuki wotywnej na Jasnej Górze.

 

Drzewo

Wiesław Myśliwski, pisarz pełen wahań i rozterek, wciąż cieszy się coraz większym uznaniem. O swoim dziele tak mówi: „Drzewo” jest tylko z pozoru dramatem, właściwie hybrydą”. Mistrz Wyspiański przywołany jest tylko mglistymi skojarzeniami widzów oglądających całą plejadę postaci – duchów reprezentujących naszą powojenną rzeczywistość. Pretekstem ich zaistnienia na scenie jest samotna i heroiczna walka starego człowieka o drzewo od lat rosnące przy jego chałupie. Wystąpiłem w tej sztuce w epizodycznej roli muzykanta wraz z nieżyjącymi już aktorami-amatorami: Olesiem Iwańczykiem – „Nikiforem z Korytkowa”, oraz Stachem Kiełbasą – niezwykle kolorową postacią z Nadrzecza. Był „prawą ręką” pana Stefana w organizacji wszelkich imprez. Zagrał z powodzeniem motocyklistę w filmie „Motór” reżyserowanym przez biłgorajaka J. Palucha. Dzięki temu zyskał sławę nie tylko w okolicy Nadrzecza. Po wielokrotnych inscenizacjach „Drzewa” w kilkudziesięciu miastach Polski miałem satysfakcję i dumę! Jest co wspominać!

 

Kazimierz Szubiak

 

Comments (0)
Add Comment