- Reklama -

Alzheimer i sinice zagrożone

  To dobra wiadomość. Tylko czy wiarygodna? Spróbuję do niej podejść optymistycznie, może nawet w sposób przesadny, ale zależy mi na… optymizmie, bo z optymizmem żyje się każdemu łatwiej i przyjemniej. Takie jest życie. Chcę więc trochę pobujać w obłokach i  natchnąć nadzieją i seniorów, i młodzież, i to z dwóch różnych powodów, o czym będzie nieco dalej. Może okazać się, że takie wprowadzenie to skuteczna metoda, aby zainteresowanych zachęcić do dalszego czytania felietonu, wszak demencja starcza i młodzieńcze harce w zdrowej wodzie to przecież absorbujące tematy. Myślę, że jak na porę roku i na obecne czasy to są oczekiwane nowinki. To nadzieja dla seniorów z trudem dających sobie radę z pamięcią, a dla młodych to zapowiedź zdrowego kąpania w zamkniętych akwenach. Przecież młodzi w sezonie letnim przeklinają sinice, gdy z ich powodów zamykane są kąpieliska, a wchodzenie do wody jest zabronione i ryzykowne, nie mówiąc już o śniętych rybach… Ale najpierw uświadommy sobie, że nadchodzi czas, kiedy takie wymienione wyżej dokuczliwości przestają być „nieuleczalne”. Powiem tak: jest to poważne zagrożenie, tylko tym razem nie dla nas – ludzi, ale dla naszych wrogów, do których w ostatnich latach zalicza się nieuleczalną, a rozwojową chorobę układu  nerwowego ludzi starszych – Alzheimera i zagrożenie dla świata roślin i pośrednio też dla świata zwierząt wodnych – słynne już powszechnie sinice. Obydwa te groźne zjawiska występują również na dużą skalę w naszym biłgorajskim społeczeństwie i w naszych akwenach wodnych, np. na Bojarach lub we Frampolu. Te zagrożenia to jakby druga strona postępu cywilizacyjnego, kiedy prawie wszystko staje się ambiwalentne i współzależne. To, mówiąc naukowym językiem, cywilizacyjny synergizm, który nas zaskakuje na co dzień, co nie znaczy, że nas ubezwłasnowolnia. Wręcz odwrotnie. To pole do popisu dla naukowców i wynalazców, i to właśnie oni ogłosili ostatnio rewelacyjne pomysły skutecznej obrony człowieka przed Alzheimerem i ochrony przyrody przed trującymi sinicami. Więc karty na stół, konkrety…

  Po pierwsze; okazało się i potwierdzają to autorytety naukowe, że skutecznie wydłużają nasze życie przed Alzheimerem małe dawki paraleków o własnościach narkotycznych. Ponoć takie skutki można osiągnąć, np. paląc cygara kubańskie lub pijąc małe dawki odpowiedniego alkoholu, a nawet używając małe dawki tzw. miękkich narkotyków, o które z niepowodzeniem walczył zawzięcie nasz krajan – J. Palikot. On przegrał podobnie jak jego cała formacja, ale jego idei nie przekreśla świat nauki. Mówił o tym na spotkaniu ze słuchaczami Uniwersytetu Trzeciego Wieku wybitny naukowiec, biochemik, biłgorajanin prof. Janusz Solski i o tym można też dowiedzieć się z prasy naukowej. Coś w tym jednak musi być, skoro w niektórych krajach, np. w Holandii takie praktyki są dopuszczalne i dostępne. Moim zdaniem, w Polsce zakazując dostępność do tych środków wylano dziecko z kąpielą i mało tego; w ten sposób stworzono szersze pole dla działalności podziemia narkotycznego. Dlaczego tak piszę? Bo mnie z uwagi na wiek, a zbliża mi się już trzy ćwierci, coraz częściej przychodzi to do głowy. Powiem wprost: boję się Alzheimera i dlatego staram się „trenować” swój umysł w inny sposób, pisząc felietony. Ale czy to wystarczy. A sinice?

  Sinice to drugie zjawisko. Skażają one na wielką skale nasze zamknięte wody, w tym i Morze Bałtyckie. To problem daleko większy niż ograniczenia kąpieli, to zagrożenie rozerwania tzw. łańcucha biologicznego, skutkiem czego może to zagrozić również egzystencji człowieka. Więc co?

  Odkryto – a powiem to z naciskiem – nieprzewidywalne własności sinic. Stwierdzono, że zawierają one składniki do wytwarzania jakże poszukiwanych kwasów foliowych, czyli nienasyconych kwasów tłuszczowych, z których można otrzymywać leki przeciwmiażdżycowe, typu popularnej obecnie Omegi 3. Dotychczas surowce do tego leku pozyskuje się z ryb morskich, np. rekina, co jest kosztowne i ograniczone. A sinice w tym mogą pomóc. Wystarczy je tylko zagospodarować, czyli przerobić je – niszcząc. O problemie sinic w zalewie Bojary już pisałem w ubiegłym roku i cieszą mnie podjęte działania. Oby tylko nie zwlekano z wdrożeniem zaleceń i nasadzeniem w miejscach występowania sinic odpowiednich roślin i spuszczania okresowego nadwyżek wód powierzchniowych. To, według mnie, „dostępne” pomysły dla kieszeni naszego miasta. A jeśli to nie załatwi problemu, nadzieja jest w pozbywaniu się tych wodorostów przyszłemu producentowi leków przeciw miażdżycy. Ale czy to realne? A może to tylko mrzonka autora, jeszcze przed chorobą Alzheimera.

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.