Żeby zapamiętać debiut

W niedzielnym meczu z Granicą Lubycza Królewska pierwszy oficjalny występ w Ładzie Biłgoraj zaliczył 21-letni Marcin Margol. Zanim pojawił się z drużyną na przedmeczowej rozgrzewce, przeszedł w szatni pasowanie na piłkarza. – Koledzy z drużyny wymierzyli mu klapsy – informuje Robert Cybart, kierownik Łady.

Lanie to podstawa rytuału. Kierownik zapewnia, że nikt nie bije tak, żeby nowy zawodnik nie mógł potem usiąść. Tyłek jednak piec musi. Ku pamięci. Zwyczaj jest praktykowany, odkąd tylko gra się w piłkę nożną. – Za „naszych” czasów było tak samo – śmieje się Marek Kłosek, który debiutował w Ładzie na początku lat 60.

Żeby się wkupić w łaski drużyny, debiutant, potocznie zwany delikwentem, musi jeszcze zafundować ekipie napoje dla prawdziwych mężczyzn. I coś na ząb. – Delikwent musi szarpnąć się za kieszeń. Piwo? Wolałbym o tym nie mówić, żeby nikt nie podejrzewał, iż w szatni Łady jest jakieś pijaństwo. Delikwent stawia „odpowiednie” napoje, ale naprawdę w rozsądnych ilościach – przekonuje Robert Cybart.

Każdy debiutant wybiera sobie „chrzestnego”. To właśnie „chrzestny” trzyma debiutanta za głowę, żeby ten nie unikał klapsów i nie widział, kto bije mocno, a kto lekko. – Ja wybrałem Tomka Welca. Dzięki temu mój chrzest przebiegł spokojnie. Dało się wytrzymać. „Chrzestny” zwykle uderza z mniejszą siłą. A Tomek to kawał chłopa. Lepiej nie mieć kontaktu z jego krzepką ręką – wspomina Marcin Mura, były piłkarz Łady Biłgoraj.

W debiutanckim meczu w Ładzie z Unią Białopole 6 września 1992 roku na biłgorajskim stadionie lanie Marcina Murę ominęło. Na chrzest zabrakło czasu. – Szalała wtedy burza. Unia spóźniła się na mecz. Okazało się, że przyjechali tylko seniorzy z Białopola. Mecz juniorów został odwołany. Trener Janusz Sierociński w ostatniej chwili poinformował, że mam zagrać w pierwszej drużynie. Byłem zaskoczony. Miałem zaledwie 16 lat – opowiada.

Łada pokonała Unię 5:1, a Marcin Mura strzelił cztery gole. – Wszystkie z moich podań – podkreśla z dumą Wiktor Pyszniak, który chrzest bojowy miał jako 15-latek w 1975 roku, w Unii Hrubieszów.

Trzy dni później Łada wygrała w Szczebrzeszynie z Roztoczem 1:0. Marcin Mura był już pełnoprawnym członkiem zespołu. – W trakcie podróży zebrałem od drużyny w autokarze mnóstwo klapsów. Chrzest nie mógł mnie ominąć – śmieje się Marcin Mura.

Niektórym jednak się upiekło. – Wszedłem do pierwszej drużyny z zaskoczenia – wspomina Marek Kłosek, długoletni piłkarz Łady i szkoleniowiec biłgorajskiej młodzieży.

Pan Marek w zespole Łady zadebiutował 30 sierpnia 1964 roku. Tego dnia zespół z Biłgoraja przegrał w Kraśniku Fabrycznym ze Stalą 0:4. – Miałem 17 lat. Nie byłem brany pod uwagę przy ustalaniu składu na ten mecz. Kontuzji doznał jednak Władysław Sawa, jeden z najlepszych wówczas piłkarzy w lidze okręgowej. Trener Bogumił Derylak wystawił mnie do gry. Pilnowałem na boisku najlepszego zawodnika Stali Stanisława Pawłowskiego – mówi Marek Kłosek.

Pan Marek zadomowił się w pierwszej drużynie Łady na prawie 20 lat. Był filarem biłgorajskiej ekipy aż do początku lat 80.

„Delikwenci” nigdy nie wzbraniają się przed chrztem. Zabawa może jednak przybrać nieoczekiwany obrót. – Kiedy byłem zawodnikiem Stali Kraśnik, przyjechaliśmy na obóz do Biłgoraja. Nie doszło jednak do chrztu. Młody chłopak strasznie się popłakał. Widać było, że się przestraszył. Nie znaliśmy jego przeszłości. Być może miał jakiś uraz, bo był w dzieciństwie bity w domu? Chrzest trzeba więc traktować jak zabawę, a nie okazję do sprawienia komuś bólu – podkreśla Wiktor Pyszniak.

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.